Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
BIESZCZADY - nie zawiodły po raz trzeci.
Biesy pokochałam prawie tak jak Dolny Śląsk i tylko odległość nie pozwala mi bywać tam równie często. To właśnie tam pierwszy raz ujrzałam dziko żyjącego żubra, jednego z ledwie 1000 żyjących wówczas w Polsce i tam, brnąc w śniegu po kolana, na Tarnicę chciałam rzucić Rudego w cholerę. Za to, że mnie tam ciągnie. A potem wyznawałam mu dozgonną miłość na szczycie. Za to, że mnie tam zaciągnął.
Dolny Śląsk po raz... straciłam rachubę.
Kocham Dolny Śląsk. Nie wiem ile razy już Wam to mówiłam/pisałam. Kocham go za Karkonosze, Góry Sowie, za tajemnice nazistów, za legendy o Duchu Gór, za Kopalnię w Złotym Stoku, za niesamowite podziemia, za klimatyczne lasy i... mogłabym tak wymieniać bez końca. Kocham za to, że jest tu co robić niezależnie od pogody i za to, że choć od wielu lat jeździmy tu kilka razy w roku wciąż nie widzieliśmy wszystkiego.
Pieniny
Nie będę odkrywcza twierdząc, że trwająca wciąż pandemia skomplikowała wiele wakacyjnych planów. Ba, wiele z nich zmięła w kulkę i wrzuciła do kosza. Ten rok będzie zdecydowanie rokiem mikroturystyki, czyli podróżowania bliżej domu. Chociaż nasze plany zakładały wyprawę samochodem po potężny zapas gruzińskich win (najlepsze!) i jeszcze zupełnie nie wykluczyliśmy tej opcji, wszak sytuacja jest mocno dynamiczna, nie będę się czuła jakoś bardzo pokrzywdzona urlopem w Polsce. W najbliższym czasie chciałabym podrzucić Wam trochę polskich lokalizacji, co byście i Wy mogli poczuć, że to raczej szansa, a nie ograniczenie.
Mała fatra
Muszę się Wam przyznać, że przez większą część życia nie byłam entuzjastką gór. Kojarzyły mi się raczej z mozolnym spacerem pod górę, wysiłkiem i jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi... nudą. Chyba nigdy po prostu nie dałam szansy górom, wolałam wędrówki po lesie, które wydawały mi się dokładnie tym samym, tylko, że nie powodowały zadyszki. Ostatnio robię jednak "drugie podejście" do tematu i muszę przyznać, że wyprawy w góry stały się dla mnie źródłem przyjemności.
Z krótką wizytą w krainie trolli
Jak wiecie mam pewne ograniczenia w zwiedzaniu świata wynikające z absurdalnej wizji mnie ginącej w katastrofie lotniczej. Nie wszędzie dojdę pieszo, nie dojadę rowerem czy autem, a jednak lista miejsc, które chcę zobaczyć na własne oczy wciąż rośnie. Przyznam też, że zaczęły mnie męczyć ciągnące się kilka dni podróże, co zapewne wynika z poczucia przejmującej starości, które pojawiło się tuż po przekroczeniu trzydziestki. Nieoceniona w walce z tą fobią okazała się też wrodzona pazerność, która nie pozwoliła mi zmarnować voucherów z Wizzair'a, których ważność właśnie się kończyła. I tak zaraz po Świętach, zdjęta trwogą (o szybowaniu wprost w ramiona śmierci) i zażenowaniem (bo latanie okazało się bułą z masłem) postawiłam stopę na norweskiej ziemi. A dokładniej w Ålesund, małym portowym miasteczku na zachodnim wybrzeżu Norwegii.
Saska Szwajcaria
Remont tuż przed końcem daje w kość najmocniej, a my coraz częściej potrzebujemy od niego uciec, choć na chwilę. Staramy się częściej wykorzystywać weekendy na krótkie wypady, a że akurat znalazłam tanie płytki z cegieł gdzieś pod niemiecką granicą (wiecie, remont wciąż przede wszystkim!) to był podwójny powód żeby jechać. Szybkie spojrzenie na mapę i okazuje się, że mamy przysłowiowy rzut beretem do Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii i jego największej atrakcji, czyli Bastei, wyjątkowej formacji skalnej z widowiskowym mostem.
O tym jak zostałam prawdziwym majtkiem!
Byłam w Chorwacji w zeszłym roku, byłam trzy i pięć lat temu. Jako, że w pozostałych miejscach na świecie byłam... nigdy, wydawał się to kierunek najmniej prawdopodobny na kolejny urlop. A jednak kiedy padła taka propozycja, i to ledwie dwa tygodnie przed terminem wyjazdu, nie wahałam się ani chwili. No bo co innego zobaczyć kraj o własnych nogach, a co innego spojrzeć na niego z perspektywy morza i klimatycznych marin, w których mieliśmy się zatrzymywać. No właśnie, bo tym razem miała to być podróż łodzią!
PODLASIE, kraina z memów
Województwo podlaskie w ostatnim czasie stało się bardzo popularne, głównie za sprawą memów, które wyprzedziły nawet te o Sosnowcu. Bieda, alkoholizm, zacofanie, prawo jazdy robione na koniu - tego wszystkiego akurat tutaj nie doświadczycie wbrew internetowym zapowiedziom. Podlasie to piękne zielone krajobrazy, lasy, rzeki i wielkie rozlewiska, które są domem dla masy zwierząt. To właśnie tu rządzi łoś, który znalazł w tych lasach ratunek przed zupełnym wyginięciem (obecna populacja łosia istnieje dzięki zaledwie kilkunastu sztukom, które przetrwały II wojnę światową). To tu mieszka bóbr, gronostaj, no i przede wszystkim żubr - prawdziwy król Puszczy Białowieskiej.
PODZIEMNY DOLNY ŚLĄSK (+ Błędne Skały)
Jak pewnie zauważyliście maj w tym roku nie rzuca na kolana. Choć właściwie to rzuca - kolejne litry wody pod nogi. Deszcz towarzyszy nam nieustannie od kwietnia, dlatego wyjątkowo daliśmy wiarę prognozom pogody na długi weekend majowy i zrezygnowaliśmy z wyjazdu na Mazury. Postanowiliśmy wybrać się w miejsce, które jest totalnie obojętne na warunki atmosferyczne i pory roku, bowiem zawsze jest tam niewiele ponad osiem stopni na plusie i niemal zawsze jest tam tak samo wilgotno. Wiecie co to za miejsce? Podziemia Dolnego Śląska.
Skalne Miasto w Czechach
Skalne Miasto robi monumentalne wrażenie. I to dosłownie, bo to stu metrowe ściany z piaskowca wyrzeźbionego przez samą tylko naturę. A wokół piękny las, wodospady i szmaragdowe jeziora. Prawie o każdej porze roku Adrspach zachwyca: jesienią barwnymi kolorami, zimą kontrastem białych czap na szczytach skał, a wiosną - świeżością i pięknem zieleni. Piszę prawie o każdej, bo latem raczej szokuje - ilością ludzi na metr kwadratowy - dlatego najlepiej właśnie teraz, lada moment, zwiedzić to nietypowe miasto.
Szczeliniec Wielki
To zdjęcie nie zostało zrobione w Kanadzie, ani żadnym innym Yellowstone. Nie pokonaliśmy tysięcy kilometrów żeby cieszyć oczy takim widokiem o wschodzie słońca. Ba, nawet nie przekroczyliśmy granic! Ani terytorialnych, ani wytrzymałościowych. Bo takie rzeczy czekają na Was po krótkim, nie szczególnie męczącym spacerze z parkingu, na którym zostawicie samochód. Tu w Polsce...
krótki poradnik o tym jak nie spędzać urlopu
Chorwacja - wakacyjna mekka Polaków, gdzie nasz rodzimy język (a zwłaszcza popularne słowo na K) usłyszymy częściej niż ichniejszy. A mimo to lubię ten kierunek i tego lata spontanicznie zdecydowaliśmy się na niego już po raz trzeci. Dotychczas, jako że Rudy był jedynym kierowcą, kończyliśmy na Istrii. I <choć Rudy nadal jest jednym kierowcą!>, tym razem zabraliśmy namiot, śpiwory, kuchenkę gazową i... chęć, by zobaczyć coś DALEJ. Nasze plany były grube - mieliśmy tydzień urlopu i postanowienie, by zwiedzić Plitwickie Jeziora, Trogir, Split, wyspę Brać, Dubrownik i na końcu (uwaga!) wbić jeszcze do Bośni i Hercegowiny, a tam zobaczyć sobie Mostar i Sarajewo.
Małe jest piękne.
Małe jest piękne - to powiedzenie idealnie pasuje do tego niepozornego kraju. Majestatyczne alpejskie szczyty, bajkowe zamki, ukryte forty, słynne jaskinie, wodospady i rzeki, które każdego dnia wydają się być bardziej turkusowe niż wczoraj. Do tego gdzie okiem sięgnąć tylko zieleń w tak intensywnym odcieniu, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej (no chyba, że w Kanadzie).
Bieszczady po raz drugi!
Zarzekałam się, że pojadę w Bieszczady nawet przy typowo londyńskiej pogodzie i pojechałam! Mimo, że przed rezerwacją noclegu dobrze znałam wyroki pogodowe nic a nic mnie to nie obchodziło. Nie myślcie tylko, że pojechaliśmy tam z jakąś wątpliwą nadzieją na słońce. Miało lać, być zimno i świadomie przyjęliśmy to na klatę. Uzbroiliśmy się za to w ciepłe kurtki, gry planszowe, duży baniak z winem, zaległe filmy do obejrzenia, psa i... koty. Tym razem własne. I choć byliśmy w tym samym miejscu zaledwie rok temu pogoda sprawiła, że tym razem poznaliśmy Bieszczady inne. Mgliste, mroczne, magiczne.
Kanada #4 poradnik
Lecieć na własną rękę, czy z biurem podróży? Co wziąć? Jak szukać tanich połączeń lotniczych? Spać w motelach, hotelach, czy pod gołym niebem? Co uwzględnić? Ile przeznaczyć? Aż w końcu fundamentalne pytanie: jak żyć? ;-)
CANADA TRIP #3
Jedno jest pewne: Kanadyjczykom udało się niemożliwe - stworzyli wygodne i dobrze funkcjonujące zaplecze turystyczne, absolutnie nie niszcząc i nie szpecąc zastanej przyrody. Góry Skaliste to dzikość i komfort. Jednocześnie. Przekonacie się o tym podążając z nami do Parku Narodowego Jasper, by później ostatecznie pożegnać się z Kanadą w Vancouver.
WELCOME TO CANADA #2
Jeziora górskie o niewyobrażalnie wręcz turkusowym kolorze, potężne skały spowite mgłą, wodospady, kaniony, bogata flora i fauna (uwaga na Grizzly i wilki!) i spacer po 400-letnim lodowcu Athabasca to magnes dla poszukiwaczy przygód, wolności i zapierających dech w piersi przestrzeni dzikiej przyrody. Gdzie takie cuda? W Górach Skalistych Kanady!
WELCOME TO CANADA #1
Uznawana za najlepsze miejsce do życia we wszystkich możliwych rankingach. Dla miłośnika gór, entuzjasty jezior, wielbiciela cywilizacji i wielkich metropolii. Fana ciepłego, ale też i zimnego klimatu. No po prostu dla każdego. Rudy ledwo rozpakował walizki po powrocie, a już gotów byłby tam wracać. Na zawsze. Szybka kalkulacja ile kosztowałaby przeprowadzka zwierząt (700 PLN za jedno!) na razie ostudziła jego zapał, ale nic nie stoi na przeszkodzie byście zobaczyli co nas (i Was, skoro też akurat nie emigrujecie) omija.
Jarmark w Pradze
Jarmark Bożonarodzeniowy, który co roku organizowany jest na rynku pod Zegarem Astronomicznym w Pradze nie zachwycił nas. O jego wątpliwej atrakcyjności mocno świadczy fakt, że nawet taki amator kramów jak Rudy nic tam nie upolował...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















.jpg)