14 lipca 2017

Małe jest piękne.

    Małe jest piękne - to powiedzenie idealnie pasuje do tego niepozornego kraju. Majestatyczne alpejskie szczyty, bajkowe zamki, ukryte forty, słynne jaskinie, wodospady i rzeki, które każdego dnia wydają się być bardziej turkusowe niż wczoraj. Do tego gdzie okiem sięgnąć tylko zieleń w tak intensywnym odcieniu, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej (no chyba, że w Kanadzie).

     Porównanie z Kanadą też nie pojawiło się przypadkiem, ponieważ Rudy z całą stanowczością stwierdził, że oba miejsca są tak samo zachwycające i dzikie. Do niedawna nawet nie wiedzieliśmy co ten prawie nieznany, mylony ze Słowacją kraj może nam zaoferować. Niewielki punkt na mapie Europy, który zaimponuje Ci jak tylko postawisz w nim stopę. My pokochaliśmy Słowenię całym sercem i wrócimy tam bardzo szybko, bo już w te wakacje.
     Nasz pierwszy raz w Słowenii zaplanowaliśmy na długi weekend majowy, więc pobyt tam trwał 5 dni. Myśleliśmy, że to w zupełności wystarczy, w końcu przejechanie samochodem tego kraju trwa cztery godziny! Bardzo się pomyliliśmy, ponieważ w Słowenii co rusz natkniecie się na coś, co warto zobaczyć, choćby spacerując po okolicy, w której się zatrzymaliście. Przez te 4 dni cały czas byliśmy w ruchu, a nie wyjechaliśmy nawet poza granicę Triglavskiego Parku Narodowego. Z planu, który Rudy tak skrupulatnie przygotował przed wyjazdem nic nie wyszło, zdążyliśmy zobaczyć tylko Bled. Nie dotarliśmy do jaskini Postojnej, nie spłynęliśmy kajakiem po rzece Soča, nie dotarliśmy do wybrzeża, nie zwiedziliśmy Lubliany, nie wleźliśmy nawet na żaden szczyt. A to tylko garstka tego, co było na jego liście MUST SEE... Słowenio, wracamy za kilka chwil! ;-)



Jadąc do Słowenii z Polski koniecznie zróbcie sobie postój w Austrii, by zahaczyć o Grüner See. Jezioro zasilane jest wodami z topniejących śniegów, dlatego wiosną zalewa okoliczne łąki, ławki, czyniąc je niezwykłym miejscem zwłaszcza dla tych, którzy zamierzają tam nurkować. No i ma piękny zielony kolor!
     Będąc w Słowenii zatrzymaliśmy się w gminie Tolmin i... właściwie już się stamtąd nie ruszaliśmy. Okolica była idealna na spacery - wokół wszędzie Alpy, wodospady i bunkry. Jako mieszkańcy kraju, w którym każda najmniejsza atrakcja jest płatna na pewno docenicie fakt, że w Słowenii większość jest darmowa. W lasach jest sporo fortów, na które natykacie się tam niemal przypadkiem. Mimo iż nikt ich nie pilnuje, nie są ani trochę zdewastowane, jak to bywa w przypadku naszych lokalnych. Zwiedzanie odbywa się na własną rękę i na własną odpowiedzialność, co powinno być dodatkową pokusą dla amatorów urbexu (podziemne korytarze i schody - to wszystko swoi dla Was otworem).


Soča, rzeka, której kolor codziennie był lepszy! Spływ kajakowy bardzo nam się marzy, choć momentami wydaje się być bardzo ekstremalny (oczywiście można wybrać odcinek, gdzie adrenalina nie skacze jak królik na dopalaczach)









A taki widok roztaczał się spod domku, który wynajmowaliśmy :-)

BLED 
     Jako polecana atrakcja turystyczna budzi moje wątpliwości. Jest to miejsce oczywiście bezdyskusyjnie piękne, ale w sezonie tak tłoczne, że trudno to docenić. Warto tam podjechać, zobaczyć na własne oczy i samemu ocenić, ale odradzam zwiedzanie zamku. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 10€, a wystawy w środku trochę rozczarowują. Choć oczywiście widok na wysepkę jest rewelacyjny, ale sami oceńcie, czy wart aż 5 dych. Moim zdaniem zamek dużo pięknej prezentuje się znad jeziora, a ta perspektywa jest darmowa.


 


     Zaletą Słowenii jest bardzo zróżnicowany krajobraz. Znajdzie się coś dla fanów wody, lasów, jak i miłośników górskich wędrówek. To ostatnie daje największe możliwości, dzięki Alpom Julijskim, a ich ośnieżone szczyty są naprawę spektakularne (mimo iż niższe niż rodzime Rysy).







 
 











PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI:
  •  Jeśli wybieracie się w czasie, gdy wypada jakieś święto weźcie pod uwagę, że wszystkie sklepy będą zamknięte. Słoweńcy bardzo poważnie podchodzą do takich spraw i większość miasteczek wygląda niemal jak opuszczone. Co więcej nawet duże sklepy potrafią sobie zrobić dłuższy weekend i wolne po świątecznym dniu... Ratunkiem są małe sklepiki przy domach, które właściciele Ci otworzą, jeśli poprosisz (też zależy im, żeby sobie dorobić).
  • Pamiątki kupuj w Informacji Turystycznej. Jest tam, o dziwo, taniej niż na regale z pamiątkami w supermarkecie (a to dokładnie te same rzeczy).
  • Regionalne produkty, np. sery możesz kupić w małych marketach, które korzystają z dostaw lokalnych mleczarni. Ekspedientka da Ci każdego spróbować i utnie dokładnie taki kawałek, jaki sobie zażyczysz. W sklepikach niestety większość jest już zafoliowana, nie ma też możliwości degustacji. Wysokogórska część Słowenii to głównie hodowla zwierząt (i to takich, które mają pastwiska jak marzenie!), dlatego koniecznie spróbuj serów i mleka.
  • Jeśli nie wyobrażasz sobie rozstania z psem na czas wakacji to nic się nie martw. Kwater przyjaznym zwierzakom nie brakuje, a na teren Triglavskiego Parku Narodowego można wchodzić  z psami na smyczy (zweryfikowane w informacji TPN). Ogólnie na szlakach aż się roi od ludzi z czworonogami i nic to nie dziwi, bo Słowenia jest idealna na wędrówki z psem!
     Podsumowując, daję wielkie ŁAŁ Słowienii i z przyjemnością tam wrócę, nawet jeśli Rudy przeciora mnie przez największe góry, które teraz łaskawie mi darował! ;-)

2 komentarze:

  1. tam jest tak pięknie, że aż nie potrafię sobie tego wyobrazić! Zdjęcia są cudowne, więc to co na prawdę można tam zobaczyć jest zapewne sto razy lepsze!

    OdpowiedzUsuń