WYKAŃCZAMY: KUCHNIA


     To pomieszczenie już bezapelacyjnie wygrywa w plebiscycie na największą metamorfozę tego domu, mimo że nawet nie ma w nim jeszcze mebli. Co tu się podziało? Tak dużo się dzieje, że właściwsze pytanie to raczej: co tu się NIE PODZIAŁO? W zasadzie sufit wciąż jest ten sam, choć nie da się nie zauważyć, że znacząco oddalił się od podłogi. 

WYLEWKA CEMENTOWA CZY ANHYDRYTOWA?

   

    Uff... dobrnęliśmy w końcu do tego miejsca! Mamy ogrzewanie, na które czekaliśmy dokładnie rok i możemy nareszcie zalać podłogi ostateczną wylewką, co by przejść do upragnionej części prac remontowych, czyli... wykończeniówki! (cieszę się na to tak bardzo, bo na tym etapie prac jeszcze nie wiem, że w tej nazwie nie chodzi wcale o wykończenie wnętrz, tylko wykończenie siebie - to piszę ta mądrzejsza ja z przyszłości :) Nim to się jednak stanie musimy podjąć jeszcze jedną życiową decyzję, mianowicie: czym to zalewamy?

OGRZEWANIE PODŁOGOWE

     Podczas renowacji istniejącego lub budowaniu całkiem nowego domu jedną z ważniejszych kwestii do ustalenia jest rodzaj ogrzewania. Kaloryfery, podłogówka, a może to i to? Wszystkie te rozwiązania mają swoje wady i zalety, ale postawienie stopy na ciepłej podłodze wydaje się najbardziej kuszące. Niestety ta opcja, choć dla nas najbardziej pożądana, wydawała się być poza naszym zasięgiem...

Mała fatra

     Muszę się Wam przyznać, że przez większą część życia nie byłam entuzjastką gór. Kojarzyły mi się raczej z mozolnym spacerem pod górę, wysiłkiem i jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi... nudą. Chyba nigdy po prostu nie dałam szansy górom, wolałam wędrówki po lesie, które wydawały mi się dokładnie tym samym, tylko, że nie powodowały zadyszki. Ostatnio robię jednak "drugie podejście" do tematu i muszę przyznać, że wyprawy w góry stały się dla mnie źródłem przyjemności.

Ostatnio czytane

    Wyznałam ostatnio na Instagramie, że mam taki dziwny zwyczaj, profanację można by rzec, że namiętnie czytam podczas jedzenia. Jest to zwyczaj katastrofalny dla książek (podejrzanie dziwne plamy), ale z genialnymi skutkami dla mnie, bo czy mam czas, czy nie czytam trzy razy dziennie (mogę być zawalona robotą, ale jeść przecież muszę!).

Z krótką wizytą w krainie trolli

     Jak wiecie mam pewne ograniczenia w zwiedzaniu świata wynikające z absurdalnej wizji mnie ginącej w katastrofie lotniczej. Nie wszędzie dojdę pieszo, nie dojadę rowerem czy autem, a jednak lista miejsc, które chcę zobaczyć na własne oczy wciąż rośnie. Przyznam też, że zaczęły mnie męczyć ciągnące się kilka dni podróże, co zapewne wynika z poczucia przejmującej starości, które pojawiło się tuż po przekroczeniu trzydziestki. Nieoceniona w walce z tą fobią okazała się też wrodzona pazerność, która nie pozwoliła mi zmarnować voucherów z Wizzair'a, których ważność właśnie się kończyła. I tak zaraz po Świętach, zdjęta trwogą (o szybowaniu wprost w ramiona śmierci) i zażenowaniem (bo latanie okazało się bułą z masłem) postawiłam stopę na norweskiej ziemi. A dokładniej w Ålesund, małym portowym miasteczku na zachodnim wybrzeżu Norwegii.

Saska Szwajcaria

     Remont tuż przed końcem daje w kość najmocniej, a my coraz częściej potrzebujemy od niego uciec, choć na chwilę. Staramy się częściej wykorzystywać weekendy na krótkie wypady, a że akurat znalazłam tanie płytki z cegieł gdzieś pod niemiecką granicą (wiecie, remont wciąż przede wszystkim!) to był podwójny powód żeby jechać. Szybkie spojrzenie na mapę i okazuje się, że mamy przysłowiowy rzut beretem do Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii i jego największej atrakcji, czyli Bastei, wyjątkowej formacji skalnej z widowiskowym mostem.

Czy można samemu rozprowadzić wodę w domu?

    Kiedy kupiliśmy dom do kapitalki mieliśmy plan. Plan zakładał ściśle co w ramach naszego skromnego doświadczenia budowlanego zrobimy sami, a co pozostawimy fachowcom z prawdziwego zdarzenia. Po stronie "bezwarunkowo nie my" umieściliśmy oczywiście instalację wodną, bo jest to przedsięwzięcie ambitne, zwłaszcza gdy wodę trzeba rozprowadzić po kilku piętrach i zwłaszcza, gdy się nie ma o tym bladego pojęcia. W naszym przypadku jednak bardzo często plany okazują się być marzeniami raczej, a fachowcy z prawdziwego zdarzenia to takie jednorożce świata dorosłych, których trzeba szukać w bibliotece na regale "bajki". Nasi w każdym razie byli tak samo jak one nieuchwytni.

O tym jak zostałam prawdziwym majtkiem!

     Byłam w Chorwacji w zeszłym roku, byłam trzy i pięć lat temu. Jako, że w pozostałych miejscach na świecie byłam... nigdy, wydawał się to kierunek najmniej prawdopodobny na  kolejny urlop. A jednak kiedy padła taka propozycja, i to ledwie dwa tygodnie przed terminem wyjazdu, nie wahałam się ani chwili. No bo co innego zobaczyć kraj o własnych nogach, a co innego spojrzeć na niego z perspektywy morza i klimatycznych marin, w których mieliśmy się zatrzymywać. No właśnie, bo tym razem miała to być podróż łodzią! 

PODLASIE, kraina z memów


     Województwo podlaskie w ostatnim czasie stało się bardzo popularne, głównie za sprawą memów, które wyprzedziły nawet te o Sosnowcu. Bieda, alkoholizm, zacofanie, prawo jazdy robione na koniu - tego wszystkiego akurat tutaj nie doświadczycie wbrew internetowym zapowiedziom. Podlasie to piękne zielone krajobrazy, lasy, rzeki i wielkie rozlewiska, które są domem dla masy zwierząt. To właśnie tu rządzi łoś, który znalazł w tych lasach ratunek przed zupełnym wyginięciem (obecna populacja łosia istnieje dzięki zaledwie kilkunastu sztukom, które przetrwały II wojnę światową). To tu mieszka bóbr, gronostaj, no i przede wszystkim żubr - prawdziwy król Puszczy Białowieskiej.