BIESZCZADY - nie zawiodły po raz trzeci.

    Biesy pokochałam prawie tak jak Dolny Śląsk i tylko odległość nie pozwala mi bywać tam równie często. To właśnie tam pierwszy raz ujrzałam dziko żyjącego żubra, jednego z ledwie 1000 żyjących wówczas w Polsce i tam, brnąc w śniegu po kolana, na Tarnicę chciałam rzucić Rudego w cholerę. Za to, że mnie tam ciągnie. A potem wyznawałam mu dozgonną miłość na szczycie. Za to, że mnie tam zaciągnął.

Trochę rękodzieło, trochę IKEA.

    Trochę na wyrost i trochę buńczucznie zadeklarowałam w socjal mediach, że Sknerus, który żyje w nas nie pozwala nam wydać milionów monet na szafkę łazienkową. Rzuciliśmy więc rękawicę i jednocześnie sami ją podjęliśmy postanawiając samodzielnie wykonać rzeczoną szafkę. W tych szumnych deklaracjach nie uwzględniliśmy jednak, że oprócz wujka Sknerusa mieszka w nas jeszcze smerf  Leniuch i po kilku tygodniach zwlekania z realizacją tego przedsięwzięcia skierowaliśmy swe kroki do popularnego sklepu meblowego. Jednak nasza szafka ostatecznie jest kompilacją rękodzieła i masowej produkcji. Jak to się stało? Tak jak wszystko w tym remoncie. Przypadkiem.

Rytuał Greta Drawska, recenzja

    Jakiś czas temu zostałam poproszona przez wydawnictwo Znak o recenzję najnowszego debiutu na rynku literatury polskiej, a że jestem z polskimi autorami trochę na bakier, pomyślałam, że to... znak by w końcu dać im szansę. Książka dotarła do mnie w przededniu mojego rowerowego wyjazdu po wybrzeżu, a deadline na jej przedpremierową recenzję wypadał dokładnie w dzień mojego powrotu. Nawet ja tak szybko nie czytam, więc stanęłam przed karkołomnym wyzwaniem - bagaż, który już trzy razy przejrzałam w celu kolejnej redukcji jego objętości musiał nagle pomieścić jeszcze książkę. Owszem, nieśmiało planowałam zabrać ze sobą jakieś kieszonkowe wydanie, a tu się trafiła pełnowymiarowa kniga!

Jedziemy dalej z remontem. SALON

     O sile naszej wyobraźni i pozytywnego myślenia niech zaświadczy to zdjęcie. Zrobione w dniu kiedy to na nielegalu wkroczyliśmy do stojącego w pewnej wsi pustostanu dziś hucznie zwanego naszym domem. Jednego nie można mu jednak było odmówić - ochoczo i bez zbędnego bajdurzenia prezentował całe swoje wnętrze. Dosłownie.

BŁĘDY, JAKIE POPEŁNILIŚMY REMONTUJĄC ŁAZIENKĘ

     Jest trzecia w nocy, a ja właśnie skończyłam fugować łazienkę. Znów. Taka jestem obrotna dziewczyna, że jeszcze posta machnę, a co! Kłaść się do wyra (a raczej skurzonego materaca z jeszcze bardziej spylonym śpiworem) to już nie ma co, bo z rana trzeba zagruntować ściany przed malowaniem. A skoro już jesteśmy w tematyce snu to powiem Wam, że fuga epoksydowa to niezły koszmar!

Dolny Śląsk po raz... straciłam rachubę.

     Kocham Dolny Śląsk. Nie wiem ile razy już Wam to mówiłam/pisałam. Kocham go za Karkonosze, Góry Sowie, za tajemnice nazistów, za legendy o Duchu Gór, za Kopalnię w Złotym Stoku, za niesamowite podziemia, za klimatyczne lasy i... mogłabym tak wymieniać bez końca. Kocham za to, że jest tu co robić niezależnie od pogody i za to, że choć od wielu lat jeździmy tu kilka razy w roku wciąż nie widzieliśmy wszystkiego.


Pieniny

     Nie będę odkrywcza twierdząc, że trwająca wciąż pandemia skomplikowała wiele wakacyjnych planów. Ba, wiele z nich zmięła w kulkę i wrzuciła do kosza. Ten rok będzie zdecydowanie rokiem mikroturystyki, czyli podróżowania bliżej domu. Chociaż nasze plany zakładały wyprawę samochodem po potężny zapas gruzińskich win (najlepsze!) i jeszcze zupełnie nie wykluczyliśmy tej opcji, wszak sytuacja jest mocno dynamiczna, nie będę się czuła jakoś bardzo pokrzywdzona urlopem w Polsce. W najbliższym czasie chciałabym podrzucić Wam trochę polskich lokalizacji, co byście i Wy mogli poczuć, że to raczej szansa, a nie ograniczenie.

WYKAŃCZAMY: ŁAZIENKA

    Łazienki w tym domu to spory mankament (po tym co tu piszę można by sądzić, że ten dom to jeden wielki mankament :), bo niby są dwie, ale obie tak małe i nieustawne, że w żadnej nie mieści się pralka, a prysznic niestety ma bonus w postaci okna.

HOTEL DLA OWADÓW DIY

      Dwa lata intensywnego remontu i w końcu mamy na koncie nieruchomość w stanie deweloperskim. Ba, nawet pod klucz! Styl trochę skandynawski - zgodnie z trendem ekologiczny, wpisujący się w naturalny wygląd otoczenia, nieskomplikowany  w swej budowie i konstrukcji, przejrzysty i minimalistyczny. I choć bardzo nam się ta posiadłość podoba i choć jest w stanie do wprowadzenia od zaraz, to wciąż nie mamy gdzie mieszkać, bo dom nie jest dla nas, tylko dla... robali.

WYKAŃCZAMY: KUCHNIA


     To pomieszczenie już bezapelacyjnie wygrywa w plebiscycie na największą metamorfozę tego domu, mimo że nawet nie ma w nim jeszcze mebli. Co tu się podziało? Tak dużo się dzieje, że właściwsze pytanie to raczej: co tu się NIE PODZIAŁO? W zasadzie sufit wciąż jest ten sam, choć nie da się nie zauważyć, że znacząco oddalił się od podłogi.