O kocie, który umarł i wrócił... #6


 Dawno urwany dalszy ciąg... (nomen omen o urywaniu będzie!)

Kroniki zbrodni - nowoczesna planszówka


     O tej grze, obecnie mojej ulubionej, chciałam napisać jeszcze przed Świętami, bo moim zdaniem jest świetną opcją na prezent. Niestety dopiero teraz znalazłam czas by to zrobić, więc Wy musicie znaleźć okazję, by ją sprezentować sobie lub komuś. Kroniki zbrodni to bardzo innowacyjne połączenie gry planszowej, aplikacji i wirtualnej rzeczywistości. Uboga zawartość pudełka i konieczność wpatrywania się w telefon podczas rozgrywki wydała nam się słabą perspektywą na spędzony wspólnie czas, ale wydane uprzednio 140 złotych kazało nam dać szansę tej multimedialnej planszówce...


ŚWIĘTA W NOWYM DOMU

     Miały być wyjątkowe Święta w naszym pięknym, wyremontowanym domu, przystrojonym w duchu iście amerykańskiej świątecznej tandety, z wielkim drzewem w salonie i skarpetami na kominku. Z pompą po prostu. Pompy nie ma, zwłaszcza brakuje tej, która miała nam tę piękną chatę ogrzewać. Nie można też powiedzieć, że chata jest wyremontowana. Dach, który miał być w październiku wciąż leży w częściach na podwórku, a drzwi tarasowe zimują oparte o mur, bo są tak ciężkie, że nie byliśmy w stanie ich zatargać dalej. Wymarzony piec kaflowy stoi w przedpokoju od miesiąca, czeka na olśnienie jak go wnieść po schodach...


Szczeliniec Wielki

     To zdjęcie nie zostało zrobione w Kanadzie, ani żadnym innym Yellowstone. Nie pokonaliśmy tysięcy kilometrów żeby cieszyć oczy takim widokiem o wschodzie słońca. Ba, nawet nie przekroczyliśmy granic! Ani terytorialnych, ani wytrzymałościowych. Bo takie rzeczy czekają na Was po krótkim, nie szczególnie męczącym spacerze z parkingu, na którym zostawicie samochód. Tu w Polsce...


STARY DOM - KUPOWAĆ CZY NIE?

   Murowany, prefabrykat, stary, nowy, z kontenerów, kanadyjka, holenderski, czy z piernika - opcji na dom jest tyle, co długich lat kredytu, którym będziemy go spłacać. Oprócz oczywistej zalety tego ostatniego, wszak będziemy mogli go zeżreć kiedy już zabraknie na wszystko inne, z jedzeniem włącznie, cała reszta to długa lista "za i przeciw", które trudno jednoznacznie rozstrzygnąć na korzyść jednego z nich. Jak wiecie z poprzednich postów my długo się wahaliśmy, by ostatecznie postawić na opcję "stary dom". Teraz, w trakcie mocno zaawansowanych prac, czuję się już dość kompetentna, by głosić mądrości ludu o tym, czy to była dobra decyzja.


PIERWSZY!

    Jak to mówią "pierwsze koty psy za płoty" - po wielu miesiącach intensywnej pracy doprowadziliśmy do ładu pierwsze (PIERWSZE! ...z jedenastu pomieszczeń). I to nie byle jakie pomieszczenie, bo pokój, który docelowo będzie moją pracownią. Tym bardziej jest to satysfakcjonujące, że w większości wyremontowałam go sama. To nic, że do położenia w nim gładzi zużyłam cztery wiadra, choć facet w sklepie powiedział, że na pokój o tym metrażu wystarczą dwa. To nic, że mimo to ścianom nadal daleko do gładkości. To nic, że nie ma tam jeszcze kaloryfera, bo fachowiec, który miał nam robić ogrzewanie przestał odbierać telefon (nie czepiam się, zawsze jest opcja, że umarł, nie jego wina).  To nic, że nie ma tam podłogi czy parapetu i to nic, że pozostała część domu wciąż wygląda jak do rozbiórki...

krótki poradnik o tym jak nie spędzać urlopu


     Chorwacja - wakacyjna mekka Polaków, gdzie nasz rodzimy język (a zwłaszcza popularne słowo na K) usłyszymy częściej niż ichniejszy. A mimo to lubię ten kierunek i tego lata spontanicznie zdecydowaliśmy się na niego już po raz trzeci. Dotychczas, jako że Rudy był jedynym kierowcą, kończyliśmy na Istrii. I <choć Rudy nadal jest jednym kierowcą!>, tym razem zabraliśmy namiot, śpiwory, kuchenkę gazową i... chęć, by zobaczyć coś DALEJ. Nasze plany były grube - mieliśmy tydzień urlopu i postanowienie, by zwiedzić Plitwickie Jeziora, Trogir, Split, wyspę Brać, Dubrownik i na końcu (uwaga!) wbić jeszcze do Bośni i Hercegowiny, a tam zobaczyć sobie Mostar i Sarajewo.


Co mogło pójść źle? WSZYSTKO!

     Zakup starego domu to taka Kinder Niespodzianka dla dorosłych - czasem trafi się limitowana zabawka z serii, ale zdecydowanie częściej wyciągamy z jajka gówniane puzzle, z których nie cieszą się nawet niewybredne dzieci. Decydując się na dom z rynku wtórnego podejmujemy ogromne ryzyko. Musimy zweryfikować stan budynku oglądając go tylko powierzchownie. Nie możemy na przykład zerwać podłogi ani zbić tynku, by ocenić jak wielkie potrzeby remontowe ma nasz potencjalnie wymarzony dom. Jak wiecie z poprzednich postów my zaryzykowaliśmy. Jesteście ciekawi co znaleźliśmy w naszej Kinder Niespodziance?

Tajemniczy czarny kot


    Czarny kot. Przez niektórych uwielbiany, inni wciąż wzdrygają się ze zgrozą gdy przebiegnie im drogę. Tych drugich jednak jakby coraz mniej, bo i przesąd coraz mniej zrozumiały. No bo każdy niby wie, że czarny kot to nieszczęście. Jednak nasze coraz to bardziej analityczne i żądające faktów współczesne umysły są coraz to bardziej powściągliwe w kwestii zawierzania starym przekonaniom. Ów pech, który ściąga na nas „przeklęty” czarny kot dla wielu z nas nie ma żadnego źródła. Nawet ja, samozwańcza  kolekcjonerka kotów, która to ma w kolekcji aż  cztery (!) czarne egzemplarze, nie drążyłam nigdy tematu niechęci ludzkości do akurat tego koloru kociego futra. Trochę tak jak z pękniętym lustrem – każdy kto zobaczy rysę na swoim zwierciadle mimowolnie pomyśli o tych siedmiu latach czekających go nieszczęść, a nikt nie wie skąd w ogóle wzięło się to przekonanie (teraz pewnie sprawdzicie to w Googlach!). Sprawa z lustrem wciąż jest dla mnie tajemnicą, ale Tajemniczy czarny kot już nie. A to za sprawą książki Nathalie Semenuik o takim właśnie tytule. I powiem Wam, że Cierpienia młodego Wertera to przy losach czarnego kota na kartach historii spacer po parku w ciepły letni dzień. Z wizytą w lodziarni włącznie.