Dlaczego zdecydowaliśmy się na tę ruinę?

   "Kiedy chcecie się wprowadzić i czemu to będzie 2020?" - takie pytanie usłyszeliśmy od ekipy, która przyjechała wycenić zakres prac remontowych w tym naszym wymarzonym domu. Nie zrażeni wcale wciąż podchodzimy optymistycznie do spraw przeprowadzkowych. Powiedziałabym nawet, że wykazujemy się niezwykle ambitną fantazją. Mamy bowiem zamiar zdążyć na Święta Bożego Narodzenia. TEGO ROKU. I staramy się być głusi na wszelkie racjonalne powody, dla których to miałoby się nie udać! ;-)

DZIKI LOKATOR

    Mamy nowego lokatora. Wyjątkowo ekscentryczny gość. Ma irytujący zwyczaj pukania we wszystko, dziwnie szczeka i ma dość osobliwy gust kulinarny. Trzymamy dla niego robaki w lodówce, znosimy do domu kłody drewna i dzielnie znosimy wszelkie hałasy, jakie nam serwuje. Możemy mu nawet powiedzieć "Zamknij dziób". Nie obrazi się - w końcu jest... dzięciołem.

Ekspresowo spełnione marzenie



    Istotą tego posta będzie książka widoczna na zdjęciu. Nabyłam ją wraz z innymi o podobnej tematyce marząc, że kiedyś tam, w dalekiej przyszłości, za 20 lat, a może nigdy, uda mi się stworzyć małe samowystarczalne gospodarstwo w duchu slow life. Miał być dom, ogród, warzywnik, koza, trzy kury i ja, która jakimś cudem to wszystko ogarniam! (koty w tym zestawieniu nie mają racji bytu, bo to pasożyty, które oprócz kup i sierści nic nie wytwarzają). Po tym <jakże bezsensownym> wstępie najwyższa pora na puentę.  A puenta jest taka, że marzenia bywają przewrotne i czasem spełniają się piorunem. Kupiliśmy dom. Na wsi. Pod samym lasem. Z sadem. Stodołą. Kurnikiem. Serio. Zasadziłam już nawet pierwsze warzywa!

TOP 3 KSIĄŻKI

    

     Uwielbiam czytać. Kupować i dostawać książki. Wciąż rosnąca biblioteka własna to jedyne, oprócz kotów, zbieractwo na jakie sobie pozwalam. I choć przez moje ręce przewinęło się już niepoliczalnie wiele tytułów, niezmiennie od lat na mojej liście TOP książek pozostają trzy ukochane pozycje. I choć na pierwszy rzut oka wydają się one pozostawać w jednym kręgu tematycznym związanym z wojną i zagładą to muszę Was uprzedzić, że to trzy zupełnie różne historie (a jednak tak samo wciągające!).

Małe jest piękne.

    Małe jest piękne - to powiedzenie idealnie pasuje do tego niepozornego kraju. Majestatyczne alpejskie szczyty, bajkowe zamki, ukryte forty, słynne jaskinie, wodospady i rzeki, które każdego dnia wydają się być bardziej turkusowe niż wczoraj. Do tego gdzie okiem sięgnąć tylko zieleń w tak intensywnym odcieniu, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej (no chyba, że w Kanadzie).

Bieszczady po raz drugi!


    Zarzekałam się, że pojadę w Bieszczady nawet przy typowo londyńskiej pogodzie i pojechałam! Mimo, że przed rezerwacją noclegu dobrze znałam wyroki pogodowe nic a nic mnie to nie obchodziło. Nie myślcie tylko, że pojechaliśmy tam z jakąś wątpliwą nadzieją na słońce. Miało lać, być zimno i świadomie przyjęliśmy to na klatę. Uzbroiliśmy się za to w ciepłe kurtki, gry planszowe, duży baniak z winem, zaległe filmy do obejrzenia, psa i... koty. Tym razem własne. I choć byliśmy w tym samym miejscu zaledwie rok temu pogoda sprawiła, że tym razem poznaliśmy Bieszczady inne. Mgliste, mroczne, magiczne.

Kanada #4 poradnik




     Lecieć na własną rękę, czy z biurem podróży? Co wziąć? Jak szukać tanich połączeń lotniczych? Spać w motelach, hotelach, czy pod gołym niebem? Co uwzględnić? Ile przeznaczyć? Aż w końcu fundamentalne pytanie: jak żyć? ;-)

FeLV +

    

    Tym razem coś na poważnie i czarno na białym. Bardziej na białym, bo rzecz będzie się miała o białaczce kociej właśnie. Czym jest ta choroba i czy należy się jej bać? Jak leczyć? Jakiś czas temu mieliśmy pod opieką Ropuszka, który okazał się być nosicielem tej choroby...

CANADA TRIP #3

   
     Jedno jest pewne: Kanadyjczykom udało się niemożliwe - stworzyli wygodne i dobrze funkcjonujące zaplecze turystyczne, absolutnie nie niszcząc i nie szpecąc zastanej przyrody. Góry Skaliste to dzikość i komfort. Jednocześnie. Przekonacie się o tym podążając z nami do Parku Narodowego Jasper, by później ostatecznie pożegnać się z Kanadą w Vancouver. 

Wielkanocne DIY

   

     Wielkanoc kica już do nas wraz z tymi wszystkimi jajkami, kurczaczkami i baranami. Przyznaję, że do Świąt podchodzę raczej płytko i wolę te zimowe, choć wiem, że wiosenne są ważniejsze. Dla mnie Wielkanoc to znak, że już zbliża się wiosna, i że jajek z majonezem zjem więcej niż zwykle. Do dekoracji też nie przywiązuję uwagi, choć na ogół bardzo lubię marnować czas na takie ważne dla świata kwestie^^. Pisanek nie maluję (od czego są folie termokurczliwe?), a farbowanie zostawiam matce naturze (w końcu są jajka białe i typowo jajkowe!). Kupiłam jednak kiedyś takie wianki z siana i myślę, że to odpowiednia pora by je wykorzystać zanim na dobre przykryje je kurz...