Saska Szwajcaria

     Remont tuż przed końcem daje w kość najmocniej, a my coraz częściej potrzebujemy od niego uciec, choć na chwilę. Staramy się częściej wykorzystywać weekendy na krótkie wypady, a że akurat znalazłam tanie płytki z cegieł gdzieś pod niemiecką granicą (wiecie, remont wciąż przede wszystkim!) to był podwójny powód żeby jechać. Szybkie spojrzenie na mapę i okazuje się, że mamy przysłowiowy rzut beretem do Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii i jego największej atrakcji, czyli Bastei, wyjątkowej formacji skalnej z widowiskowym mostem.



    Plan był jak zawsze ambitny, bo akurat trafił się długi weekend, a w pobliżu jeszcze bardziej znana nad Łabą atrakcja czyli Czeska Szwajcaria. Tam też zamierzaliśmy znaleźć nocleg i przez dwa dni lustrować okolicę. Niestety była szansa, że plan się nie powiedzie, bo już w drodze zaczęliśmy mieć problemy z samochodem (który to już raz?) i ledwo dojechaliśmy pod wynajęty na weekend dom. Jako że wg prognoz pogoda też nie miała nas rozpieszczać przygotowaliśmy plan awaryjny 3xPe, czyli planszówki, picie, piec.



     W sobotę korzystając z tego, że auto wciąż jeszcze było w stanie się toczyć postanowiliśmy spróbować dotrzeć do Niemiec. Rudy wiedziony wcześniejszym doświadczeniem raptem w czwartek wykupił dodatkowe ubezpieczenie na lawetę, więc skoro już jesteśmy w Czechach - ahoj przygodo!



     Do Bastei udało nam się dotrzeć i to będzie jedyne miejsce z jakiego uraczę Was zdjęciami, albowiem w drodze powrotnej samochód zaczął fikać, samoczynnie gasnąć, po to by w końcu zupełnie nie odpalić. Głodni i zmarznięci po całym dniu łażenia w deszczu z bagażnikiem pełnym chwile wcześniej kupionego jedzenia nie do zjedzenia (mrożone frytki, surowe mięso) zostaliśmy uwięzieni 10 kilometrów od piekarnika, który czekał na nas w wynajętej miejscówce. Modlitwy, prośby i zaklęcia nie podziałały, podziałał natomiast młotek, co każe mi wysnuć nieśmiałą teorię, że do tego samochodu przemawia raczej metoda kija, a nie marchewki.






      W każdym razie dotarliśmy. Wyposażeni w niemieckie słodycze (musicie przyznać, że niestety są nieporównywalnie lepsze niż polskie), jedzenie i wino spędziliśmy resztę weekendu stacjonarnie nad planszami gier, lokując się tuż przy kominku. Czeska Szwajcaria musi zaczekać.



     A skoro już jesteśmy przy kominku to muszę wspomnieć o miejscówce, którą wynajęliśmy, bo była absolutnie warta wspomnienia. Noclegu szukamy zwykle na ostatnią chwilę, na trasie, bo nie zawsze wiemy od początku dokąd zmierzamy, a na booking.com trafiają się czasem niezłe last minute. W poszukiwaniu jakiegoś małego drewnianego domku z kominkiem prawie przegapiłam wielki dom, który był do wynajęcia w tej samej cenie. 150 metrów przestrzeni ulokowanej pośród pól i łąk w sercu Czeskiej Szwajcarii to naprawdę dobra baza wypadowa na urlop. Za pobyt od piątku do niedzieli zapłaciliśmy łącznie 400 złotych i choć dla dwóch osób jest to cena dyskusyjna to dom jest łącznie ośmioosobowy i można tam zameldować psa bez dodatkowych opłat. Wyposażony we wszystko co potrzebne, a jeśli wierzyć opiniom z bookingu na tych łąkach przy domu pasą się czasem sarny. Niestety tej informacji nie udało się nam zweryfikować, bo choć nastawialiśmy budzik na piątą rano (dwa razy!) żadnej sarny nie przyłapaliśmy na konsumpcji pod domem ;-)

Domek, który wynajęliśmy znajdziecie pod tym linkiem. Chalupa Na Louce Salmov znajduje się w miejscowości Mikulášovice.



Pod samym domem na łące jest taki trochę creepy indiański totem. Przyjechaliśmy się zameldować kiedy było już ciemno, dom na kompletnym zadupiu, żadnych latarni, więc wyobraźcie sobie jak na nas podziałał ten krzyż z czaszką! :))) Dopiero następnego dnia pytaliśmy o niego właściciela, podobno zrobiły go dzieciaki. Dla zabawy...




2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia i te widoki!
    NA te serie z kotem simona poluję, chyba nawet wiem co pod choinkę będę mogła zakupić :)
    A czapka z liskiem obłędna także (aż miałam dylemat między kotem a lisem), ale może następną wezmę z lisem i będę mieć dwie na zmianę do ciemnozielonego szalika :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to za auto?? Żebym przypadkiem czegoś takiego nigdzie nie wynajęła xD

    A widoki przepiękne!

    OdpowiedzUsuń