Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty
krótki poradnik o tym jak nie spędzać urlopu
Chorwacja - wakacyjna mekka Polaków, gdzie nasz rodzimy język (a zwłaszcza popularne słowo na K) usłyszymy częściej niż ichniejszy. A mimo to lubię ten kierunek i tego lata spontanicznie zdecydowaliśmy się na niego już po raz trzeci. Dotychczas, jako że Rudy był jedynym kierowcą, kończyliśmy na Istrii. I <choć Rudy nadal jest jednym kierowcą!>, tym razem zabraliśmy namiot, śpiwory, kuchenkę gazową i... chęć, by zobaczyć coś DALEJ. Nasze plany były grube - mieliśmy tydzień urlopu i postanowienie, by zwiedzić Plitwickie Jeziora, Trogir, Split, wyspę Brać, Dubrownik i na końcu (uwaga!) wbić jeszcze do Bośni i Hercegowiny, a tam zobaczyć sobie Mostar i Sarajewo.
Dear Summer, I'm going to miss you. Bye!
W wakacyjnych "planach idealnych" od kilku lat marzy nam się wycieczka samochodem po Europie. Kto się orientował w cenach ten zaufa na słowo, że to marzenie brutalnie śmieje się w twarz naszym dochodom, ledwie po-studenckim. Nasza biedniejsza wersja Eurotripu musiała więc ograniczyć się do dwóch państw: Włochy-Chorwacja (choć przejechaliśmy przecież przez Czechy, Słowację, Austrię, Węgry, Słowenię... ;-) Na więcej nie byłoby nas chyba stać, bo już ta wyprawa mocno nadszarpnęła przewidziany budżet, mimo wszelakich oszczędności (np. kupienie bezużytecznej rzeźby kaczki za 300 kun, zamiast za 370, ale "będzie tak pięknie wyglądać na ganku, proszę, proszę, proszę!").
Subskrybuj:
Posty (Atom)

