Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EUROPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EUROPA. Pokaż wszystkie posty

Z krótką wizytą w krainie trolli

     Jak wiecie mam pewne ograniczenia w zwiedzaniu świata wynikające z absurdalnej wizji mnie ginącej w katastrofie lotniczej. Nie wszędzie dojdę pieszo, nie dojadę rowerem czy autem, a jednak lista miejsc, które chcę zobaczyć na własne oczy wciąż rośnie. Przyznam też, że zaczęły mnie męczyć ciągnące się kilka dni podróże, co zapewne wynika z poczucia przejmującej starości, które pojawiło się tuż po przekroczeniu trzydziestki. Nieoceniona w walce z tą fobią okazała się też wrodzona pazerność, która nie pozwoliła mi zmarnować voucherów z Wizzair'a, których ważność właśnie się kończyła. I tak zaraz po Świętach, zdjęta trwogą (o szybowaniu wprost w ramiona śmierci) i zażenowaniem (bo latanie okazało się bułą z masłem) postawiłam stopę na norweskiej ziemi. A dokładniej w Ålesund, małym portowym miasteczku na zachodnim wybrzeżu Norwegii.

Saska Szwajcaria

     Remont tuż przed końcem daje w kość najmocniej, a my coraz częściej potrzebujemy od niego uciec, choć na chwilę. Staramy się częściej wykorzystywać weekendy na krótkie wypady, a że akurat znalazłam tanie płytki z cegieł gdzieś pod niemiecką granicą (wiecie, remont wciąż przede wszystkim!) to był podwójny powód żeby jechać. Szybkie spojrzenie na mapę i okazuje się, że mamy przysłowiowy rzut beretem do Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii i jego największej atrakcji, czyli Bastei, wyjątkowej formacji skalnej z widowiskowym mostem.

O tym jak zostałam prawdziwym majtkiem!

     Byłam w Chorwacji w zeszłym roku, byłam trzy i pięć lat temu. Jako, że w pozostałych miejscach na świecie byłam... nigdy, wydawał się to kierunek najmniej prawdopodobny na  kolejny urlop. A jednak kiedy padła taka propozycja, i to ledwie dwa tygodnie przed terminem wyjazdu, nie wahałam się ani chwili. No bo co innego zobaczyć kraj o własnych nogach, a co innego spojrzeć na niego z perspektywy morza i klimatycznych marin, w których mieliśmy się zatrzymywać. No właśnie, bo tym razem miała to być podróż łodzią! 

krótki poradnik o tym jak nie spędzać urlopu


     Chorwacja - wakacyjna mekka Polaków, gdzie nasz rodzimy język (a zwłaszcza popularne słowo na K) usłyszymy częściej niż ichniejszy. A mimo to lubię ten kierunek i tego lata spontanicznie zdecydowaliśmy się na niego już po raz trzeci. Dotychczas, jako że Rudy był jedynym kierowcą, kończyliśmy na Istrii. I <choć Rudy nadal jest jednym kierowcą!>, tym razem zabraliśmy namiot, śpiwory, kuchenkę gazową i... chęć, by zobaczyć coś DALEJ. Nasze plany były grube - mieliśmy tydzień urlopu i postanowienie, by zwiedzić Plitwickie Jeziora, Trogir, Split, wyspę Brać, Dubrownik i na końcu (uwaga!) wbić jeszcze do Bośni i Hercegowiny, a tam zobaczyć sobie Mostar i Sarajewo.


Małe jest piękne.

    Małe jest piękne - to powiedzenie idealnie pasuje do tego niepozornego kraju. Majestatyczne alpejskie szczyty, bajkowe zamki, ukryte forty, słynne jaskinie, wodospady i rzeki, które każdego dnia wydają się być bardziej turkusowe niż wczoraj. Do tego gdzie okiem sięgnąć tylko zieleń w tak intensywnym odcieniu, jakiego nie znajdziecie nigdzie indziej (no chyba, że w Kanadzie).

Jarmark w Pradze


    Jarmark Bożonarodzeniowy, który co roku organizowany jest na rynku pod Zegarem Astronomicznym w Pradze nie zachwycił nas. O jego wątpliwej atrakcyjności mocno świadczy fakt, że nawet taki amator kramów jak Rudy nic tam nie upolował...


Dear Summer, I'm going to miss you. Bye!



    W wakacyjnych "planach idealnych" od kilku lat marzy nam się wycieczka samochodem po Europie. Kto się orientował w cenach ten zaufa na słowo, że to marzenie brutalnie śmieje się w twarz naszym dochodom, ledwie po-studenckim. Nasza biedniejsza wersja Eurotripu musiała więc ograniczyć się do dwóch państw: Włochy-Chorwacja (choć przejechaliśmy przecież przez Czechy, Słowację, Austrię, Węgry, Słowenię... ;-) Na więcej nie byłoby nas chyba stać, bo już ta wyprawa mocno nadszarpnęła przewidziany budżet, mimo wszelakich oszczędności (np. kupienie bezużytecznej rzeźby kaczki za 300 kun, zamiast za 370, ale "będzie tak pięknie wyglądać na ganku, proszę, proszę, proszę!").

Park Rozrywki Gardaland


   Po dłuższej przerwie spowodowanej ważnymi obowiązkami (plażing, smażing i inne niecierpiące zwłoki sprawy na urlopie), wracam, żeby podzielić się z Wami wrażeniami z zabawy (wersja dla ludzi o mocnych nerwach)/horroru (wersja dla cieniasów takich jak ja!) w Gardalandzie.

Praha

     Stolica Czech nazywana jest często złotym miastem, choć to nie ten szlachetny kruszec wypełnia Pragę po brzegi. Żebracy, artyści, turyści i gołębie - mieszanka kulturowa, klasowa, a nawet gatunkowa (!) kipi na moście Karola, by później spłynąć w każdą uliczkę Nowego i Starego Miasta. Bynajmniej nie jest to przywara tego miejsca. Wręcz przeciwnie!


Elba, wyspa Napoleona

    Niestety tym razem muszę poczęstować Was porcją odgrzewanego kotleta, czyli relacją z wyprawy, na której byliśmy już jakiś czas temu. Niestety, z powodów rodzikocicielskich i silnemu upłynnieniu funduszy z tym związanych, słońce póki co przyjdzie mi oglądać jedynie na zdjęciach...