Franek - kocie widmo

    

        Czy ja i Franek zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi? Nie. Czy zostaliśmy przyjaciółmi? Nie. Czy lubimy się chociaż? Nie. Nie. Nie. Historia Franciszka to nie bajka i gdybym miała opisać nasze relacje dyplomatycznie użyłabym określenia "tolerujemy się".
        Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem psycholką trzymającą dzikiego kota na siłę. Problem z Frankiem jest taki, że on ani nie lubi ludzi, ani nie chce wrócić na dwór, choć wielokrotnie miał możliwość. Wspaniałomyślnie pozwoliliśmy mu więc pomieszkiwać w naszym domu, wylegiwać się na naszych meblach i obciążać nasz domowy budżet kolejną gębą do wykarmienia. Franek w zamian daje nam na siebie popatrzeć (minimalna dopuszczalna odległość 2 metry), pozwala się karmić z ręki (tylko trzeba przyswoić sobie umiejętność rzucania jedzeniem w dal) i znosi jakoś okazywanie uczuć (całym sercem zdeklarowany wyznawca tumiwisizmu). 
      Życie z Franciszkiem najgorsze jest nocą - wstajesz sobie w środku nocy, idziesz spokojnie do toalety i nagle syczy na Ciebie... ciemność (podstawowa zasada naszego wspólnego bytowania: możesz Franka nie zauważyć, on zauważy Cię zawsze i zawsze zasygnalizuje jak bardzo mu się ten widok nie podoba). 
      Mimo wrogiego nastawienia, z jakiegoś powodu od samego początku postanowił dzielić ze mną łóżko. Jak tylko zasnę/wyglądam jakbym spała, Franek układa się tuż obok mojej głowy (teraz, po dwóch latach, już prawie pokonałam obawę, że udusi mnie ogonem lub poderżnie gardło we śnie). Reaguje na imię bezbłędnie za każdym razem, w przeciwieństwie do głodoZmorów, które tylko czasem, jak im się zachce (ale nie częściej niż raz na tydzień). Nie boi się psa, wpasował się w resztę stada i czasem nawet sprawia wrażenie, że lubi z nami mieszkać.
      Być może nigdy nie będzie mi dane go pogłaskać (zdarzyło się to raz - kiedy był w narkozie po kastracji), i być może zawsze zabranie go do weterynarza będzie poprzedzone łowami dzikiego rozjuszonego tygrysa w gumowych rękawicach, ale naiwnie wierzę, że na swój sposób Franek jest z nami związany... i nie jest to tylko związek koci brzuch&pełna micha ;-)



11 komentarzy:

  1. Masz bardzo fajny styl pisania - taki luźny, zabawny, bardzo przyjemnie się czyta Twoje teksty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. przyjemnie tylko rzadko xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Wam, cały czas się mobilizuje żeby zacząć pisać regularnie ;-)

      Usuń
  3. nie wyglada z opisu wcale na takiego dzikusa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się wydaje, że jest na swój sposów oswojony...

      Usuń
    2. bardzo specyficzna kocia elita sie u Ciebie zbiera :D

      Usuń
  4. Twoje koty są słodkie :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. jestem pierwszy raz ...i nie ostatni :D

    OdpowiedzUsuń
  6. tez mialabym co pisac o swoich lotrach, ach te koty!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostań pisarką (jeśli chcesz)
    Zapraszam do mnie
    Motomotoring.blog.pl

    OdpowiedzUsuń