WYKAŃCZAMY: ŁAZIENKA

    Łazienki w tym domu to spory mankament (po tym co tu piszę można by sądzić, że ten dom to jeden wielki mankament :), bo niby są dwie, ale obie tak małe i nieustawne, że w żadnej nie mieści się pralka, a prysznic niestety ma bonus w postaci okna.

     Nie mieliśmy na nie żadnego pomysłu, toteż postanowiliśmy te prace złożyć na ręce profesjonalistów. Nasz budżet nie przewidywał takich serio profesjonalnych projektantów, ale jeśli ktoś z Was może sobie na nich pozwolić - polecam to uczynić, nawet jeśli po zapoznaniu się z cennikiem usług wyrwie Wam się z ust pełne oburzenia "ILE?!" (mówione tonem Mateusza Sochy, znacie? :D). Dlaczego? Bo ktoś z talentem i umiejętnościami wykorzysta 150% potencjału pomieszczenia, tworząc ładną i funkcjonalną przestrzeń, nawet jeśli liczy sobie ona dwa metry na półtorej. My improwizowaliśmy. OBI ma taką fajną promocję, że jak się kupi projekt łazienki za 200 złotych, a potem zrealizuje zakupy za 2000 złotych (a nie oczekujcie, że za same kafelki i kleje zapłacicie mniej) to oddaje z tego 199, czyli finalnie kosztuje złotówkę. Niestety jest to trochę ruletka, bo projekt jest tylko jeden i może się okazać, że jest zwyczajnie kiepski. Nasze  tak bardzo nie trafiły w nasz gust (mimo wskazówek), że postało nam samemu je przerobić, by można było tylko zrobić zakupy i odzyskać bez sensu wydaną kasę. Ustalmy więc, że nasze łazienki może nie będą złe, ale na pewno mogłyby być lepsze, gdyby pomógł nam ktoś z wizją i doświadczeniem.

Projekt łazienki na górze trochę nas przeraził. Jest malutka, ma okno, tam gdzie musi być prysznic - bez wątpienia jest łazienką-wyzwaniem. Chcieliśmy jakiś betonowy akcent, ale podesłany projekt nieco nas zaskoczył. To pomieszczenie wygląda jak bunkier, nie łazienka. Ostatecznie wybraliśmy zupełnie inne płytki, ale w końcu i je oddaliśmy. Na razie nie mamy pomysłu na tę łazienkę, toteż chwilowo zapominamy o jej istnieniu...
...tak wyglądała ostatnio kiedy odważyłam się tam zajrzeć :D
Łazienka na dole w projekcie wyglądała już trochę lepiej, choć też szału nie ma. Dla nas trochę nijako, sterylnie. Zdecydowaliśmy się na więcej drewna, podłogowe płytki mają trochę więcej kolorów, a na ściany nad cegłami wyląduje jeszcze kolor. Jaki? Tajemnica :)

     Wybierając płytki nie mieliśmy nawet jak ich ze sobą porównać, toteż ostateczny efekt był dla nas wielką niespodzianką. Na szczęście nie taką znowu złą. Oczywiście zanim doszliśmy do etapu wykończenia trzeba było pogłębić podłogę, położyć kanalizację, rozłożyć styropian, ogrzewanie i ostateczną wylewkę. Trzeba było zabudować pion z rurami i stelaż z wc, a potem wszystko pomalować folią w płynie. Dwa razy nawet. Przyznam, że w większości tych prac uczestniczyłam tylko jako typowy robotnik fizyczny (kop, wynieś ziemię, wywieź gruz), ale Rudy z Jutubem ogarnął sam temat kanalizacji (chyba ogarnął, bo jeszcze nie wiemy czy na pewno działa :D), a ściankę z półkami, którą sobie wymyśliłam, zbudował mi idealnie, choć robił to pierwszy raz w życiu! Wodę też rozprowadziliśmy sami, oszczędzając przy okazji miliony monet. Nie było to jednak naszym założeniem, naprawdę chcieliśmy to powierzyć fachowcom. Czemu nie wyszło i jak ostatecznie zrobić to samemu możecie przeczytać tutaj.

Etap rozkładania instalacji kanalizacyjnej
Rozprowadzanie rur z ciepłą i zimna wodą
Zabudowa stelaża pod wc i półek nad wanną







Malowanie folią w płynie
W końcu moment by sprawdzić, czy wszystko pasuje
    Białe płytki cegiełki budziły naszą największą wątpliwość, bo choć wyglądają fajnie to jednak ktoś (a w tym wypadku bezwarunkowo my) musi je pojedynczo układać na ścianie, a jest to robota żmudna i monotonna. Do tego dochodzi sprawa dużej ilości fug, które jak wiemy brudzą się i trzeba stanąc przed dylematem czy jednak nie zrobić ich kontrasotowo ciemniejszych, np. czarnych. Wygląda to nieźle, jednak przyznaję, że mi nieporównywalnie bardziej podobają się w wersji z białą fugą, postanowiliśmy więc wziąć na klatę przyszłe konsekwencje tego najpewniej złego wyboru. Żeby minimalnie zwiększyć swoje szanse na niekurwowanie nad upierdolo&*^ białą fugą (nie mylić ze słynnym stołem) zdecydowaliśmy się na tę epoksydową - twardszą i dedykowaną do pomieszczeń przemysłowych. I wszystko byłoby naprawdę spoko, gdybysmy doczytali gdzieś w odmętach Internetu, że takową fugę trzeba niezwłocznie usunąć ze wszystkich miejsc, w których jej nie pożądamy, jako, że później, kiedy wyschnie (czyli już po jakichś dwudziestu minutach) staje się materiałem, który zostanie z Tobą na zawsze, a nawet dłużej. Szukając później ratunku dla uwalonych zaschniętym na amen epoksydem kafelek natknęłam się na wpis na forum, który wiele mówi o tym jak trudno się to dziadostwo usuwa (wpis oryginalny):
"Na opakowaniu lakoniczna informacja by resztek pozbyć się mechanicznie (chyba k*rwa dynamitem). Od razu powiem co nie działa: rozcieńczalnik, szop, benzyna, woda (to nie zart, gośc w obi powiedzial, że jemu to wodą schodzi, no ubawiłem się po pachy), kwas solny, stęż. 30% rozpuścił tylko szmatę."

     My swoje kafelki wciąż czyścimy, chociaż położyliśmy je w styczniu, ;-) Ogólnie nie zniechęcajcie się fugą epoksydową, bo jest naprawdę trwała. Tylko błagam, czyśćcie kafle na bieżąco!

Kafelkowanie zaczęliśmy od ściany z półkami. System poziomowania tak samo dobrze sprawdza się na ścianach, jak i podłogach.








Strój adekwatny do wykonywanej czynności. Czyszczenie zaschniętej fugi epoksydowej? Dożywocie!
     Kiedy już uporaliśmy się z kafelkowaniem przyszła pora na wstawienie i zabudowanie wanny. Tutaj jest już prosto, jedyny kłopot wynikał z tego, że Rudy koniecznie chciał mieć wcięcie na stopy. I światełka. I tutaj spieszę z kolejną radą. Dobrym patentem jest zrobienie tego wcięcia ze zwykłych bloczków. Układacie je odpowiednio robiąc sobie wcięcie na pożądaną głębokość. Żeby jeszcze uprościć nie stosujcie zaprawy murarskiej, wystarczy piana montażowa do tego przeznaczona (np. Tytan). Jest szybciej, a przede wszystkim dużo czyściej. Na takim stopniu dopiero budujecie stelaż pod zabudowę wanny. Oczywiście pamiętajcie o otworze do rewizji w pobliżu syfonu.

 






Do pustaka od dołu przykleiliśmy taśmę ledową w osłonie
Voilà! Mamy wcięcie na stopy.
I światełka!

    Tyle ze spraw technicznych. Łazienka jest w zasadzie gotowa i co najważniejsze, w końcu po prawie dwóch latach mamy toaletę w domu (dotychczas żyliśmy jak ludzie pierwotni, z wychodkiem na zewnątrz :D) Jak dodamy do tego ciepłą wodę lecącą z kranu to zakrawa to już na szaleństwo! Ale tak, dorobiliśmy się też ogrzewania, to i woda ciepła. Witaj dwudziesty pierwszy wieku!
   Nie malujemy jej jeszcze, bo kolor jest dosyć ciemny i przy tej ilości prac w pozostałych pomieszczeniach pewnie nigdy nie udałoby się domyć ścian z kurzu. Nie ma też lampy, dodatków, kaloryfera, umywalki z szafką - to są zbytki, bez których na razie da się funkcjonować, a szkoda żeby się zniszczyły. Efekt nie jest może łał bez takich rzeczy, ale postęp prac jest już na pewno zaawansowany!

Łazienka w chwili zakupu

Łazienka aktualnie
Ps. Ja już wiem czemu oni tak dużo piją! :D

























1 komentarz:

  1. Lubię oglądać takie przemiany, z prostego wnętrza można osiągnąć super efekt.

    OdpowiedzUsuń